krecik

mamo poćwicz kreatywność, nie czytaj mi bzdur

Gdy moje dzieci były małe, drżałam, kiedy ktoś przynosił im w prezencie książeczki. Nie dlatego, że książek nie lubiłam, czy miałam coś przeciwko czytaniu, wręcz przeciwnie, namiętnie rozbudzałam w chłopcach czytelniczą pasję. Chciałam jednak sama wybierać im lektury. Mądre, ładne, odpowiednie dla ich wieku. Wbrew pozorom bardzo trudno było znaleźć coś, co by mi w pełni pasowało. Pomimo ogromnej oferty w księgarniach, marketach i kioskach, pozycji naprawdę sensownych było jak na lekarstwo. Babcie, ciocie i wujkowie kupowali bez zastanowienia i zgłębiania książeczkowych treści. Cierpiałam przeglądając takie prezenty.

Synowie moi już dawno osiągnęli wiek,  w którym samemu wybiera się tytuły do czytania. Jeden pochłania książki z ogromną pasją i zamiłowaniem, drugi z częstotliwością nieco mniejszą, lecz ciągle czyta coś więcej niż szkolne lektury. Sukces. Sukces, którego jestem matką ;)

Do dziś niemal każdego dnia mam kontakt z książeczkami dla najmłodszych. W znakomitej większości jest to chłam.

krecik2

Co w publikacjach dla maluchów uważam za najbardziej szkodliwe?

Wierszyki częstochowskie bez ładu i składu.

Bywa, że książeczka jest ładnie wydana, śliczne ilustracje, dobry papier. Dlaczego ktoś ją psuje idiotyczną rymowanką? Nie ważna treść i przekaz, nie istotny rytm wierszyka, byle do częstochowskiego rymu! Po co??? Do tego dodajmy dziwnie brzmiące zwroty, których w normalnej mowie rzadko używamy, powstałe tylko po to, by było do rymu. Dorzućmy częste stosowanie strony biernej (z tych samych powodów co powyżej). Zakończmy wyliczanie kompletnym niedopasowaniem wierszowanego tworu do rysunków i koszmarek gotowy! A! Zapomniałam o mądrościach typu “Kto nie sieje, ten nic nie je”. Dlaczego ktoś to dzieciom robi?

Cała Polska czyta dzieciom! Proszę, niech nie czyta dzieciom bzdur!

Nie od dziś wiadomo, że maluchy lubią rzeczy proste. Im młodsze dziecko, tym ważniejszy związek obrazu i słowa. Książeczka musi opowiadać. Ciekawie i w sposób zrozumiały. Czemu ktoś uważa, że bzdurny wierszyk jest lepszy niż kilka zwyczajnych zdań prozą?

Dziś wpadła mi w ręce książeczka o kreciku. Wszystko z nią ok. Poza wierszykami. Okropnymi bezsensownymi wierszykami. Nie wiem jak wyglądał tekst w oryginale, ale z ilustracji nie wynika, że to tak jak głosi tytuł jest “Tydzień z krecikiem”. Dojrzała Ci kiedykolwiek rzodkiewka w cztery dni od jej zasiania? Czary istnieją i dziecku też zapewne wszystko jedno, ale może jednak warto by zachować jakąkolwiek logikę? Nie można było po prostu opowiedzieć historyjki o rzodkiewce? Trzeba było na siłę nieudolnie pseudoedukacyjnie wprowadzić te dni tygodnia? Po co? Wiem, wiem, istnieją większe koszmarki, być może niepotrzebnie czepiam się krecika. Ale nie zgadzam się na żaden! Drażni mnie głupota.

krecik1

Na koniec mam dla Ciebie dwa malutkie ćwiczenia. Pomogą Ci w rozwijaniu Twej kreatywności. Przewrotnie namawiam do tego, co sama przed chwilką tak skrytykowałam…

Spróbuj zostać grafomanem ;)

Ćwiczenie1.

Wybierz z książeczki dowolną ilustrację. Ułóż krótką rymowankę. Opowiadającą w sposób prosty i jasny to, co widzisz na obrazku. Tak, by dwuletnie dziecko było w stanie słuchając Twojego wierszyka pokazać wszystko na tym obrazku od razu bez problemu.

Nie leć z tą twórczością do żadnego wydawnictwa, no chyba, że faktycznie jest wybitna ;) Piszesz to tylko po to, by rozwinąć umysł. By zobaczyć, czy można uprościć wymyślonego przez kogoś innego dziwoląga z książeczki. To wcale nie jest łatwe. Próbuj!

Nie mam nic przeciwko wierszykom. Lubię, naprawdę lubię dobre wierszyki. Ale nie każdy może i potrafi je napisać. Ja na pewno nie. Spróbowałam jednak wymyślić coś ciut bardziej zrozumiałego dla mojego znajomego półtoraroczniaka, któremu i tak książeczkę ostatecznie opowiadałam dzisiaj prozą ;) Warto jednak ćwiczyć umysł, to zawsze warto ;)

Ćwiczenie2.

Weź dowolną wierszowaną książeczkę dla dzieci. Napisz książeczkę od nowa. Durne wierszyki zastąp prostymi zdaniami. Takimi, by każde słowo było zrozumiałe przez dwulatka. Historyjka musi mieć sens i być logiczna.

krecik3

ps. na powyższym zdjęciu nie siedzi mój kot, to nie moje mieszkanie i nie moje książeczki. Zdjęcie jest moje. Tak jak i każde napisane powyżej zdanie ;)

Pozdrowienia i buziaki!

Ania

1,220 total views, 1 views today

  • Hmm, rzeczywiście się z tobą zgadzam. Jest gro książek dla dzieci pisanych „od czapy”. Najbardziej pokrzywdzona jest grupa maluchów, bo autorzy nie radzą sobie ze standardem prostoty i rymów. Ostatnio czytałam Chodzi mucha po globusie i szczerze polecam. Jako dodatek można sięgnąć po mapę i wybrać się w podróż z muchą. Rymy są, ale niekoniecznie proste. Jednak klasyka sama się broni.
    Tak ogólnie jestem zdania, że rynek książki dziecięcej kwitnie! Wertując dostępne tytuły jestem pod miłym wrażeniem. Tacy wydawcy jak: Dwie siostry, Nasza Księgarnia, Wytwórnia, Hokus Pokus mają genialne pozycje. Naprawdę trudno trafić na coś kiepskiego.

  • Jako dziecko uwielbiałam Krecika! Szkoda, że takie fajne ilustracje zmarnowali słabymi rymowankami..

Facebook