Disqus

Podchodziłam do Disqus’a jak do jeża. Początkowo zwyczajnie go unikałam. Na innych blogach oczywiście, u siebie nie było mowy bym go miała instalować… Nieraz miałam ochotę by napisać u kogoś komentarz, ale kiedy tylko zobaczyłam Disqus, uciekałam gdzie pieprz rośnie. Dlaczego? Odstraszała mnie konieczność rejestrowania, logowania się do jakiegoś nieznanego i jak mi się zdawało zupełnie niepotrzebnego miejsca. Nie chciałam i już.

Pewnego dnia zauważyłam, że ów przerażający Disqus znajduje się na większości blogów, które regularnie odwiedzam. Zaczęło mnie to intrygować. Raz kozie śmierć. Zarejestrowałam się. Zaczęłam komentować. I jakąż radość odczułam, gdy dostałam na maila odpowiedź na swój komentarz! Bingo! Nie muszę lecieć i sprawdzać, czy ktoś mi odpowiedział, czy nie! Nawet jak nie czekam na odpowiedź, miło jest zobaczyć, że autor bloga na mój komentarz jakoś zareagował. To jest super! Korzystałam z coraz większą radością.

Po jakimś czasie zaświtała mi nieśmiało myśl – a może by tak u siebie ten system komentowania uskutecznić? Skoro ja tak lubię go u innych, może inni polubią i u mnie? Zaczęłam zgłębiać temat instalacji. Napotkałam na przeszkodę. Podobno znikają wszystkie dotychczasowe komentarze, podobno ludzie boją się dodatkowego miejsca rejestracji (oj jak ja to dobrze znam!), podobno coś tam, coś tam… na nowo zaczęłam się czaić.

Ale…

Do odważnych świat należy! Po raczej dłuższym niż krótszym czasie przemyślałam sprawę jeszcze raz. Dojrzałam do decyzji. Zainstalowałam. Włączyłam. Komentarze oczywiście zniknęły. Zaczęłam zabawę z automatycznym importowaniem. Która mogła trwać nawet do 24 godzin. I pewnie bym tyle wytrzymała, gdyby faktycznie te komentarze się chciały importować. Co chwilę wszystko się zawieszało, stało i nie miało chęci ruszyć dalej. Zaczynałam od nowa. Szło. Do pewnego momentu. Potem historia się powtarzała.

Zaczęło mnie to wszystko wkurzać. Czy naprawdę jakiś głupi Disqus jest tego wart???  No nie wiem…

Nie leży jednak w mojej naturze zbyt łatwo się poddawać.

Zaczęłam przeszukiwać net raz jeszcze. No i znalazłam proste i błyskawiczne rozwiązanie swoich disqusowych problemów! TUTAJ ono jest, pięknie i bardzo przystępnie napisane. Zadziałam zgodnie z opisanymi w linku wskazówkami. Udało się! Straciłam tylko dwa komentarze. Z zakładki „o mnie”. Jakoś to muszę przeboleć… Wszystkie pozostałe są na miejscu. Jaram się moim Disqusem od wczoraj ile wlezie ;)  Odkrywam coraz to nowe użyteczne funkcje i widzę, że zdecydowanie warto było. Żałuję, że nie odważyłam się wcześniej.

Po co o tym wszystkim piszę?

Abyście się nie bali systemu komentowania Disqus. Jest niesamowicie przyjazny zarówno dla autora bloga, jak i dla czytelników.

Polecam! Oj tak!

A może już w ogóle wszyscy to mają, tylko ja taka opóźniona byłam??? Podejrzewam, że to możliwe ;)

Pozdrowienia!

Ania

2,054 total views, 1 views today

  • No ja się również niedawno przenosiłem na disqus i doskonale rozumiem jakie podjaranie masz w sobie. Chyba większość blogów, które mam okazję odwiedzać ma już disqus-a. Także witam w tym disqusowym gronie, teraz będzie się na pewno dużo przyjemniej komentować ;-)

    • A możesz mi powiedzieć jak u Ciebie na blogu jest ze spamem? Bo ja do tej pory miałam ogromną ilość „odgrzybiania tynków i rożnych takich podobnych” aż moderację z tego powodu włączyłam, ale odkąd zainstalowałam disqus nic się spamowego nie pojawiło (oby nie wywołać wilka z lasu teraz…) i bardzo jestem zaskoczona, tylko nie wiem czy wiązać to z disqusem :)

      • Na Disqusie nie pisze się w pełni anonimowo, bo moderatorzy widzą adresy ip więc to skutecznie zniechęca spamerów.

      • Z disqus-em problem spamu się kończy. Ja u siebie uruchomiłem „moderację” kiedy ktoś wstawia link do wpisu, reszta jest bez moderacji i póki co nie zauważyłem jakiegoś wielkiego spamu. Wcześniej, non stop musiałem grzebać, teraz problem zniknął. Pojawiło się kilka komentów z linkiem, które były spamem, ale jak już wspomniałem – moderuję wszystkie komentarze z linkami.

Facebook