“Cieniste ognie” – Dean Koontz

Idealne zdrowie, wieczna młodość, niezmienna oszałamiająca uroda, wreszcie nieśmiertelność. Marzenia, które snuje każdy. Dla bohatera książki, jaką ostatnio przeczytałam stały się obsesją. Był w nieco lepszej niż przeciętny marzyciel sytuacji – jako naukowiec zajmujący się badaniami genetycznymi posiadał wiedzę oraz możliwości, by eksperymentować. Ingerencja we własny genotyp może jednak łatwo wymknąć się spod kontroli i wywołać nieprzewidziane i trudne do opanowania skutki.

“Cieniste ognie” Deana Koontza to powieść, która zapowiadała się świetnie. Przymknęłam oko na po raz kolejny wykorzystany pomysł znikających w tajemniczy sposób zwłok z kostnicy i czytałam z zapartym tchem i radością, że znów mam “starego dobrego Koontza” w rękach.

cienisteognie

O czym jest książka?

W wielkim skrócie – pani postanawia się rozwieść z panem, do rozwodu jednak nie zdążyło dojść, gdyż mąż ginie na jej oczach pod kołami śmieciarki. Przez pozostałe ok 450 stron lektury pani oraz jej kochanek podążają śladem niedoszłego ex-męża, szukając go i jednocześnie uciekając przed nim. Za nimi wszystkimi z kolei gonią policjanci oraz agenci bezpieczeństwa państwowego.

Moje wrażenia.

Interesująca fabuła pokazana w dosyć fajny sposób. Bardzo podobało mi się przedstawienie zdarzeń z punktu widzenia kilku bohaterów. Każdy narrator wprowadza nas w swoją własną historię. Szalenie lubię poznawać dokładnie przeszłość, która ukształtowała postacie i motywy ich działania – tego tutaj nie zabrakło – wiemy co jak i dlaczego, wszystko logicznie wyjaśnione i uporządkowane. Kolejna rzecz, którą lubię u Koontza – zły charakter, któremu zaczynam współczuć, nawet jeżeli jest potworem. Zdecydowanie najbardziej podobała mi się tutaj narracja w wykonaniu Erica Lebena – bezlitosnego mordercy i jednocześnie ofiary własnych obsesji i lęków. A także tego, co przydarzyło mu się w przeszłości.

Początkowo wszystko wskazywało, że będzie to moja kolejna ulubiona książka tego autora. Niestety im dalej w las, tym bardziej rozwiązania wydawały mi się mało przekonujące, przekombinowane i naciągane. Trochę przydługawe i lekko nudne. Dodatkowo były fragmenty, które czytało mi się dziwnie. Nie od razu załapałam o co chodzi, dopiero po czasie odkryłam, że irytuje mnie styl Koontza, nie przez cały czas, ale dłuższe fragmenty w różnych częściach książki. Jakoś dziwacznie konstruowane zdania, trochę bez ładu i składu. Myślę, że to może być wina tłumaczenia. Zaczęłam podejrzewać, że pani tłumacz chwilami kompletnie nie czuła tematu i dlatego tak wyszło. Coś, co w oryginale brzmi dobrze, w dosłownym tłumaczeniu – już niekoniecznie. I mnie to przeszkadzało. Chciałabym poczytać oryginał… Nie wiem tylko, czy ta książka warta tego, by raz jeszcze przez nią przejść… Chyba jednak średnio.

Czy polecam?

Jeśli lubisz opowieści o zombi, potworach, ucieczkach i niebezpieczeństwie – czemu nie? Można przeczytać. Choć nie jest to rzecz szczególnie wybitna. “Cieniste ognie” chwilami przynudzają, lecz ogólnie trzymają w napięciu i cały czas coś się dzieje. Mnie powieść ostatecznie nie urzekła. Ale może Ciebie będzie w stanie? Warto sprawdzić.

Pozdrowienia i buziaki!

Ania

1,023 total views, 1 views today

  • Kiedyś strasznie lubiłam powieści Koontza, a później się zepsuł :(. Ten zabieg z opisywaniem zdarzeń z różnych perspektyw zastosował już w książce Intensywność – zresztą bardzo fajna polecam. Teraz niestety Koontza szerokim łukiem omijam i stwierdzam, że stary dobry King powiedział mu szach mat ;).

Facebook