historia z przeszłości (o suficie wcale nie nad głową)

Któregoś dnia spadł nam sufit. W sypialni. Wprost na łóżko. Być może wcale nie był to dzień, ale noc. Tego nie wiem dokładnie i pozostanę w niewiedzy już na zawsze. Nie było nas wtedy w domu. Spędzaliśmy wówczas wspaniałe wakacje nad morzem.

Postanowiłam przyłączyć się po raz pierwszy do blogowego wyzwania u Uli (TUTAJ SZCZEGÓŁY). Kiedyś bardzo lubiłam wyzwania fotograficzne przez nią organizowane, a gdy się skończyły, te blogowe jakoś mnie nie pociągały. Tym razem spróbuję. Może akurat okaże się, że są równie wciągające, jak poprzednie… ;)

Tematem pierwszego dnia jest historia z przeszłości. Przyznam, że długo nad nią myślałam i już byłam bliska tego, by się poddać. Wszystkie historie, które chciałam opowiedzieć, już opublikowałam przez te lata prowadzenia bloga. Tak mi się wydawało.

Zaczęłam przeglądać stare zdjęcia. Całe popołudnie upłynęło na wspomnieniach i wzruszeniach. Każde zdjęcie, każda na nim poza, mina, każdy uśmiech, dąs czy foch to przecież obrazem zapisany malutki skrawek historii z przeszłości. Mojej historii. Historii każdej osoby i przedmiotu na nim uwiecznionych. Historii pojedynczego człowieka i całej rodziny. Historii zdarzenia. Historii powodu, dla którego tę fotografię w ogóle zrobiono. Historii radosnej czy smutnej, do dziś budzącej emocje, czy też już dawno wygasłej z gorących niegdyś uczuć. Historii, którą dzięki fotografii na zawsze będę pamiętać.

Dlatego właśnie kocham zdjęcia. I gromadzę ich duże ilości. Wyrzucam tylko te naprawdę nieudane, chyba, że jest to jedyny egzemplarz ;)

Historia z przeszłości, którą dziś wśród zdjęć wygrzebałam na potrzeby wyzwania blogowego, zdarzyła się prawie 11 lat temu. Niecały rok po mojej przeprowadzce do Krakowa. Był piękny czerwiec. Zostawiliśmy nowe urocze mieszkanko i udaliśmy się na cudowne wakacje nad moim ukochanym morzem. Czas słońca, beztroski, radości i zabawy. Pamiętam te chwile doskonale. Wyjeżdżając po udanym wypoczynku do domu, wstępnie zarezerwowaliśmy ten sam pensjonat na koniec wakacji, by powtórzyć ten błogostan. Było pięknie… chcieliśmy za kilka tygodni tam powrócić.

sobota-004

na-helu-002

rewa-013

W domu czekała na nas niespodzianka. Na środku łóżka w sypialni. Dobrze, że akurat na nim nie leżeliśmy, gdy postanowiła się objawić…

IMG_0020

Sufit. A właściwie jego fragment. Wziął i sobie spadł. Co będzie bez sensu wisiał tak nad łóżkiem, gdy można wygodnie poleżeć. Pewno zmęczony był biedaczek ;)

IMG_0025

 

Teraz się z tego śmieję. Wtedy niekoniecznie było mi wesoło. Zamiast drugiego turnusu nad morzem, miałam ogromny remont mieszkania. Wszystkie sufity w każdym pomieszczeniu zostały zrzucone, by już więcej nie było tego typu niespodzianek. Całe mieszkanie wymagało poremontowego malowania. Co akurat było mi na rękę, bo miałam nowe koncepcje na kolory ;)

Tylko sypialnia po remoncie wyglądała dokładnie tak, jak przed…

 

IMG_0261

 

O historiach z przeszłości innych uczestników zabawy przeczytasz TUTAJ, jeśli masz ochotę. Zajrzyj, co Ci szkodzi ;)

A ja żegnam się do jutra.

Buziaki!

Ania

1,370 total views, 1 views today

  • Trzeba przyznać, że ten sufit bezczelny był..tak się pchać do cudzego łóżka :) A na powaznie to całe szczęście, że was nie było.

  • Dobrze, że nie było Was wtedy w domu. Szkoda drugiego turnusu, ale remont też dobra rzecz. Ja mój ciągle odkładam, ale po przeczytaniu Twojej historii stwierdziłam, że nie ma co ryzykować;).

  • O takich leniwych sufitach słyszałam już kilka razy. Znajomy męża uderzył raz młotkiem i połowa sufitu w pomieszczeniu odpadła. Widać mieliście być na tych wakacjach w momencie spektakularnego upadku. Widać nie chciał hałasować i wolał miękkie lądowanie skoro wybrał łóżko. Pozdrawiam ;)

Facebook