endorfiny

Gdy kilkanaście miesięcy temu rozpoczynałam swoją przygodę z regularną aktywnością fizyczną, wszędzie, gdzie szukałam informacji na temat treningów z Ewą Chodakowską napotykałam na nieustannie powtarzane magiczne niemal słowo endorfiny. Oczywiście kiedy pierwszy raz się z nim zetknęłam, nie miałam najmniejszego pojęcia o co chodzi. Sprawdziłam.

wg Wikipedii:

Endorfiny – grupa hormonów peptydowych, wywołują doskonałe samopoczucie i zadowolenie z siebie oraz generalnie wywołują wszelkie inne stany euforyczne (tzw. hormony szczęścia). Tłumią odczuwanie drętwienia i bólu. Są endogennymi opioidami.
Są silnymi
agonistami receptorów opioidowych μ, których pobudzanie wywołuje stany euforyczne. Na te same receptory działają opioidy egzogenne, co wywołuje zniesienie bólu, uczucie przyjemności i dobrego nastroju. Wywołuje to też silne uzależnienie psychiczne i fizyczne.
John Hughes i
Hans Kosterlitz podali chemiczny skład tajemniczej substancji nazwanej później endorfiną (czyli wewnętrzną morfiną). Wytwarzana przez mózg, działa podobnie jak morfina, zmniejsza ból i wprawia w błogostan.

Po odrzuceniu z powyższej definicji wszystkich wyrazów, których nie rozumiałam i w które średnio chciało mi się zagłębiać – słowo “Endorfiny” dosyć dobrze brzmiało. A wszelkie endorfinowe zachwyty sprawiały, że zapragnęłam poczuć ten stan.

Zaczęłam ćwiczyć z E. Chodakowską. I jakież było moje rozczarowanie, gdy po kilku pierwszych treningowych razach żadnego błogostanu nie doświadczałam. Zmęczenie, wkurzenie czy bezsilność, kiedy czegoś nie dawałam rady, owszem duma, gdy udało mi się coś tam zrobić, ale, żeby od razu stan euforii? Stwierdziłam, że to jakiś chwyt marketingowy, endorfiny może i istnieją, ale są sprawą mocno przesadzoną i nie warto na nie czekać.  Przestałam się nimi przejmować. Zapomniałam o nich. W końcu rozpoczęłam aktywność fizyczną dla nieco innych celów niż jakieś tam mityczne opioidy.
Ćwiczyłam. Cały czas z Chodakowską, czasami dla urozmaicenia dodawałam coś z Tomka Choińskiego, Tamilee Webb, Tiffany Rothe, czy jakieś inne. Ćwiczyłam uparcie i wytrwale. Nadal ćwiczę. Do tego stopnia, że zużyłam już zupełnie swoją matę i pilnie muszę kupić nową ;)

endorfinypn

 

Nie jestem w stanie stwierdzić, kiedy uzależniłam się od ćwiczeń. Nie potrafię też określić dnia, w którym odkryłam jak bardzo po skończonym treningu jestem szczęśliwa. To szczególny rodzaj szczęścia. Zmęczona, często zlana potem, z mięśniami, których teraz nie odczuwam, ale przed chwilą przeklinając w duchu czułam, jak solidnie pracują i nie mam pewności, czy jutro pozwolą mi wejść swobodnie po schodach, z potarganą fryzurą i czerwoną twarzą – uśmiecham się. To stan, w którym znikają troski, złe myśli, nerwy, nieprzyjemne wydarzenia. To stan radości i dumy, że odbyłam porządny trening. Pełnia zadowolenia. Lekkość bytu. To błogostan.
Minęło sporo czasu, nim uświadomiłam sobie oczywisty fakt. Zapomniane przeze mnie endorfiny. To jest to. Nie są mitem. Nie są przereklamowane. Są cudowne. Czujesz to? Czujesz?
Ja znów poczuję, całkiem niedługo, zbliża się bowiem pora mojego treningu ;) Dziś kolej na “Secret” Ewy Chodakowskiej. Uwielbiam ten zestaw! Jeśli jeszcze nie znasz – koniecznie wypróbuj!

Życie jest piękne!

Ania

470 total views, 1 views today

  • ajka

    Mam bardzo podobne doświadczenia. Podejrzewam, że i feromony wydzielają się w zwiększonej ilości ;-)

  • Ciekawie napisane – długo czekałem na jakieś szczególne doznania po kolejnych, coraz dalszych biegach. A tu nic. Ból, zmęczenie, totalny fizyczny upadek. I wilczy głód. Ale żeby jakieś „odloty”? Ale po każdym finiszu, w każdym biegu przez pierwszą minutę za metą staram się nie umrzeć. Klnę, że nigdy więcej, jak głupim trzeba być, żeby się tak katować. Po minucie, gdy już znajdę swoje towarzystwo biegowe (i odzyskam oddech) omawiamy kiedy znowu i gdzie biegniemy. Więc jest to uzależnienie i śmiało mogę palcem pokazać teorię z endorfinami ;)

Facebook