seria “w dżungli zdrowia”

Kilka miesięcy temu pisałam co myślę o książce Beaty Pawlikowskiej “W dżungli zdrowia” (nic się w moim podejściu nie zmieniło). Od tego czasu nabyłam dwie kolejne pozycje z tej serii, mianowicie “Moje zdrowe przepisy” i “Moja dieta cud”. Dziś kilka słów w tym temacie.

 

pawlikowskapn1

 

Na “Moje zdrowe przepisy” czekałam niecierpliwie. Wiedziałam czego się spodziewać i chciałam wypróbować. Książka w krótkim wstępie, w sposób bardzo przystępny, wprowadza nas w tajniki gotowania wg kuchni pięciu przemian. Znajdziemy tu też listę produktów żywnościowych z podziałem na  żywioły. Dalsza część (większa) to przepisy. Każdy opatrzony zdjęciem. Podoba mi się sposób ich przedstawienia. Do każdej potrawy mamy podane produkty, a następnie krok po kroku sposób przygotowania, opisany dokładnie wg pięciu przemian, z zaznaczeniem kolejności dodawania składników i określeniem żywiołów. Super sprawa dla początkujących.
Dania proponowane przez autorkę są proste, nie wymagają wielkich umiejętności ani dużej ilości czasu. Kilka ugotowałam. Były smaczne. Jednak przyznam się, że nie porwały mnie na tyle, by z książki nieustannie korzystać. Szczerze mówiąc – książka leży odłogiem.
Niemal każdego dnia gotuję na śniadanie kaszę jaglaną. I jest to jedyny przepis z drugiego tomu zdrowej serii Pawlikowskiej i jedyny zgodny z metodą pięciu przemian, który ma w moim domu zastosowanie. Uzależniłam się od tej jaglanki ;)
Nie mówię, że do “Moich zdrowych przepisów” już nie sięgnę. Pewno kiedyś dam im jeszcze szansę. Na razie jednak odpuściłam. Zdrowe odżywianie – oczywiście, że tak. Kuchnia wg pięciu przemian na razie nie jest moją bajką.

 

pawlikowskapn2

 

Po “Moją dietę cud” sięgnęłam chętnie, acz z pewnymi obawami. Obawy niestety w trakcie lektury zostały potwierdzone. Beata Pawlikowska nic nowego mi nie przekazała. Powtarza się. Podaje może inne przykłady, ale to ciągle jest to samo, co już było. Znów o tym co jada, które produkty są dobre, a które złe, że organizm do zdrowia, radości i szczupłości potrzebuje zdrowego jedzenia, wody, tlenu, snu i ruchu, no ile można o tym czytać??? Nic nowego…przez kolejne prawie 400 stron.  Szkoda. Potraktowałam tę książkę jako dużą dawkę motywacji, w momencie, gdy zaczęło mi jej troszkę brakować, jednak czuję lekki niedosyt i rozczarowanie. Chciałam przeczytać coś więcej, coś o czym wcześniej nie wiedziałam. Nie potrzebowałam kolejnej w zasadzie takiej samej książki. Trochę wieje nudą.  Z całą sympatią do pani Beaty… wieje nudą bardziej niż trochę…
Myślę, że lektura sprawdzi się u kogoś, kto nie czytał poprzednich publikacji, u kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę ze zdrowym trybem życia. Jak dla mnie – niestety jest to tom, który niezupełnie potrzebnie znalazł się na półce domowej biblioteczki.

Pytanie, czy kupię następny…

Pozdrowienia i uściski!

Ania

710 total views, 1 views today

Facebook