po miesiącu biegania

Czas na małe podsumowanie mojej dotychczasowej przygody z bieganiem. Właśnie minęły cztery tygodnie. Nie nazywam tego jeszcze bieganiem. Do tej pory to był tylko wstęp. To, co najlepsze dopiero przede mną :)

 

IMG_7134pn

 

Wspominałam już o tym, że całe życie nienawidziłam biegania. Podobnież było z ćwiczeniami wymagającymi nieco więcej wysiłku. Twierdziłam, że to nie dla mnie, zbyt szybko się męczę, nie dam rady, nie chce mi się itp.
No właśnie! nie chce mi się…
Nadszedł jednak dzień, gdy mi się zachciało. A jeśli czegoś chcę, nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko znaleźć odpowiedni sposób. Znalazłam PLAN TRENINGOWY, który przedstawiłam miesiąc temu. Wcieliłam go w życie. Aktualnie jestem w piątym tygodniu i właściwie już po jednym treningu pewnie spokojnie mogłabym pójść dalej, bo wykonałam go z łatwością. Zrobię jednak dla przyzwoitości drugi :)
Gdy mam motywację, jasny cel i widzę jak do niego się przybliżam – moje chęci wzrastają. Nie mam problemów z systematycznością. 4 – 5 razy w tygodniu wieczorami zakładam buty i ruszam na ścieżkę.

 

 

IMG_7142pn

 

Początki były tragiczne. Ujemna kondycja mnie dobijała (no jak można mieć zadyszkę po minucie????), krępowali mnie mijani ludzie, zastanawiałam się jak ja wyglądam zlana potem i co chwilę patrzyłam na zegarek, kiedy wreszcie koniec biegu i zacznie się marsz. Z czasem zadyszka mijała, ludzie przestali mnie obchodzić, zamiast patrzeć na zegarek zaczęłam sobie mówić teksty typu „ale do tej ławki, to na pewno dasz radę”, „no to teraz do następnej”, „a teraz do świateł” (zapewniam, że to działa znacznie lepiej niż zegarek, na którym widzisz, że pozostało ci jeszcze dwie minuty… swoją drogą nigdy wcześniej nie miałam świadomości, że minuta to tak wiele).  Dodatkowo zadania nie ułatwia mi moje miejsce zamieszkania – górka… z górki biegnie się fajnie, z powrotem już niekoniecznie.

Nie schudłam przez ten miesiąc, ale też i nie miałam na to szans przy tak małej ilości biegania i specjalnie jeszcze na to nie liczyłam. Na te efekty dopiero teraz zacznę czekać, kiedy wydłuży się czas treningu. Widzę lekkie zmiany na plus jeśli chodzi o cellulit i kształt ud oraz łydek. Zdecydowanie odnotowałam ogromną poprawę kondycji. Co najważniejsze – WYTRWAŁAM (choć malutkie chwile zwątpienia były).
Jestem z siebie dumna! :)

Zamierzam kontynuować treningi wg tego samego planu. Wszystko odbywa się powoli, ale to naprawdę ma sens i nie da się inaczej. Przez chwilę bolały mnie piszczele, mocno czułam stawy i kolana, jedynie mięśnie są przyzwyczajone do takiego, a nawet większego wysiłku. Nie mogę od razu wyczyniać nie wiadomo czego, ciało musi się stopniowo przyzwyczajać, bo przecież zaczynałam od zera. Uwielbiam pokonywać bariery, które narzuca mi mój organizm. Małymi kroczkami dojdę do godziny ciągłego biegu i już! To chyba największe wyzwanie, jakie sobie rzuciłam :P
Dam radę!
Pewnie, że dam! :)

Do domu wracam zmęczona (ten powrót pod górkę!), czuję jak pot spływa mi gdzieś po szyi, z twarzą czerwoną, włosem potarganym i ogromnym poczuciem szczęścia. Lubię to!

Ania

931 total views, 1 views today

  • Aniu gratuluję.

  • Ela

    Fajny ten plan , rozsadnie opracowany , a buty masz takie nówka nie śmigane

Facebook