powyjazdowo

W najbliższym czasie nigdzie nie planuję już wyjeżdżać. Jest szansa, że wrócę do normalnego trybu życia, pisania na blogu i paru innych rzeczy.
Ale podróże uwielbiam!
?Cudze chwalicie ? swego nie znacie?. No właśnie! Przekonałam się ostatnio jakie to prawdziwe. Kilka dni temu zachwycałam się niemiecką restauracją i cudnymi potrawami z ziemniaków…
W weekend miałam okazję po raz pierwszy w życiu gościć w Suwałkach. Tamtejsza kuchnia to bajka, no po prostu bajka. Już kiedy zobaczyłam co będę jadła, oczka się mi śmiały. Od jakiegoś czasu mam prawdziwego bzika na punkcie ziemniaków. Ziemniaczane menu? OMG odleciałam? mówiąc po ludzku ? tak się objadłam, jak mało kiedy, a miałam ochotę na jeszcze i jeszcze. Pierwszy raz w życiu jadłam soczewiaki, kartacze, kiszkę ziemniaczaną. No cóż? lepiej odkryć późno, niż wcale?  Soczewiaki i kartacze na 100% odtworzę w domu w najbliższym czasie :)
To jest straszne, ale nie mam ani jednego zdjęcia tych wspaniałości. W ogóle nie mam zdjęć. Tak dobrze się bawiłam, że nie w głowie mi było bieganie z aparatem.
Droga długa i trochę męcząca, ale warto było! Wyjazd niesamowicie udany. Choć nie obyło się bez zgrzytu, całkiem sporego.
To była impreza firmowa (nie moja – ja byłam, że tak powiem osobą towarzyszącą). Jedną z pierwszych atrakcji był kulig. Najgorszy kulig w moim życiu. Najbardziej zaniedbane 6 koni, jakie widziałam. Siedząc w tych nędznych saniach wpatrywałam się z niedowierzaniem w konie i czułam się po prostu podle z myślą, że te biedne zwierzęta muszą ciągnąć mój tyłek. Brudne, poobcierane, sierść, ogony, grzywy w stanie trudnym do wyobrażenia, z wrzynającymi się łańcuchami, ranami na ciele, zdartymi kopytami. Tragedia. Na końcu zbojkotowałam cały ten kulig i poszłam na nogach. Szkoda, że był to tylko bardzo krótki końcowy odcinek drogi. Nie jestem z siebie dumna.

Na jedynym zdjęciu, jakie mam, tego wszystkiego nie widać, ale może to i lepiej? a najgorsze jest to, że właściciele tych koni nic złego w ich stanie nie widzieli.

 

1362348285485

 

Aby nie kończyć smutnym akcentem?
Wkrótce po tym żałosnym kuligu poczułam się znów jak mała dziewczynka. Śnieg, worek wypchany słomą, górka i ta prędkość? :)  Muszę to powtórzyć! Choć pewnie uda mi się to dopiero następnej zimy? Ty też spróbuj! :P

Pozdrawiam ciepło.
papa

258 total views, 1 views today

  • Aż się „nóż w kieszeni otwiera”…! A może warto dać namiary na tego właściciela (lub ośrodek, który organizował ten kulig)Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami? Może by coś zrobili…

  • Żal koni…
    A kartacze i tak nie są fotogeniczne ;-)

  • Ja w tym roku tez kuligowałam. Na kaszubach , w świetnym towarzystwie, ale za samochodem…A z górki na plastkowych worakch, wypchanych słoma osiagałam prędkośc ponaddźwiękową…Pozdrawiam

Facebook