srebrna nitka ciszy?

Notorycznie spóźniam się na zebrania w szkole Dużego Dziecka. Wczoraj postanowiłam wreszcie przybyć punktualnie.  Odpowiednio wcześniej zaczęłam przygotowania. Strój i makijaż poszły szybko, super! Przypomniałam sobie, że powinnam zabrać zeszyt, druczki i klasowe pieniądze, gdyby ktoś miał ochotę coś wpłacać (skarbnikiem jestem). Jak zaczęłam szukać gdzie ja to mam? po długich i nerwowych? znalazłam! Zaczęłam liczyć ot tak od niechcenia. Wyszło mi, że mam za dużo o 20 zł. Przeliczyłam raz jeszcze. No nie! Za mało o 30! Intensywnie zaczęłam myśleć. Na szczęście przypominałam sobie to i owo, wszystko zaczęło się zgadzać. Poza godziną, bo o tej porze to miałam już być na przystanku? Narzuciłam płaszczyk, chwyciłam torebkę, wypadłam z mieszkania, zaczęłam oczekiwać na windę. Windzie zupełnie się nie spieszyło? a gdy już wsiadłam? oczywiście musiała się zatrzymywać prawie na każdym piętrze? na szóstym wsiadł starszy  pan, z którym zwykle rano się w tejże windzie spotykam i jeszcze z windy musiał żegnać się w nieskończoność z wnukami, na piątym dziewczynka z pieskiem, na czwartym pani z wózkiem, na trzecim też ktoś chciał wsiadać, ale już się zmieścił?
Wyszłam z bloku. Cóż za cudowna niespodzianka! Nie dość, że oczywiście wieje (na to byłam przygotowana), to również deszczyk sobie pada. A ja bez parasola, bez kaptura i bez czasu by wracać do domu po przeciwdeszczowe akcesoria. Nic to, do przystanku nie tak daleko, poszłam. Nawet nie zmokłam aż tak bardzo. Nie muszę już chyba wspominać, że tramwaj uciekł mi tuż przed nosem? Na szczęście do szkoły dziecka mogę dojechać każdą linią, następny był wkrótce.
Cudem jakimś do klasy weszłam zanim zebranie się rozpoczęło :) Wychowawczyni nie lubi marnować czasu, zebrania są konkretne i krótkie. Po 30 minutach teoretycznie byłam już wolna. Musiałam tylko przypomnieć sobie jak wygląda pan główny skarbnik szkolny, odszukać go i wpłacić pieniądze, które rodzice mi powierzyli. Odnalazłam miejsce, gdzie pan ów przebywał, okazało się, że tam jeszcze trwa zebranie. Siadłam na ławce w oczekiwaniu. Dołączyła do mnie jakaś kobieta, którą pierwszy raz na oczy widziałam. W tym samym interesie do tego samego pana przyszła. Jak zaczęła gadać, tak myślałam, że nie skończy. Pół życia swego mi opowiedziała (nie wiem w jakim celu) zanim skarbnik się objawił. Rozbolała mnie głowa, rozbolały mnie uszy, nie miałam dokąd uciec?
Po wyjściu z budynku szkolnego stwierdziłam, że pada nadal, nawet bardziej. Trudno. Przyjechał tramwaj. Zatłoczony jak licho. Stanęłam przy drzwiach, dalej nie było szans się przepchać. Jakaś kobieta za moimi plecami prowadziła niesłychanie głośny dialog. Tego już było za wiele. Odwróciłam się i stwierdziłam, że znam tę kobietę (z widzenia) i ona wysiada tylko jeden przystanek wcześniej niż ja? O nie!!!
Obok mnie stał jakiś wysoki młodzian. Minę musiałam mieć wymowną, bo popatrzył na mnie z góry, uśmiechnął się i pokazał na swoje słuchawki:) O! To była myśl! Wyjęłam słuchaweczki, włączyłam odtwarzacz, dźwięk na max i spokojnie dotarłam do domu razem z Myslowitz :) Dobrze, że takie dni nieczęsto się mi zdarzają?

 

Dziś oczywiście znów wiało i padało? A ja na głowie znów tylko czapkę i parasola brak? Własnoręcznie robioną czapkę rzecz jasna i nie wiem czemu jej tu jeszcze nie pokazałam. A, wiem, czemu! Bo zdjęcia dobrego nie mam. Niech więc będzie jakie mam.

IMG_6359pn

Pozdrawiam weekendowo!

268 total views, 1 views today

Facebook